Dodano: 2007-10-24 21:51
-Morti, patrz chyba sie biedactwo naćpało- Nimdraug pociągnęła nosem, lecz zapach Malkaviana nie wydał jej sie interesujący. Siedziała więc nadal bez ruchu, obserwując spod spuszczonych rzęs znienawidzony od lat klan...
Dodano: 2007-10-24 22:01
-Taaa i z pewnością trupidło przeholowało. Ale cóż, teraz nie zakrzątajmy sobie główek drobiazgami- rzekła spokojnym głosem, po czym powróciła do brzdąkania na rogaczowej gitarce...
Dodano: 2007-10-25 10:53
- Tssss.- syknął, krzywiąc minę, po czym pomachał kilkukrotnie miotełką, rzucił wzrokiem ku leżacemu niedaleko orężowi, później ku Mordraug, próbującej grać na gitarce, która w jej dłoniach była niczym więcej jak tylko zwykłym instrumentem.
- Ach, tak... iluzja. - westchnął, po czym chwiejnym krokiem zbliżył się do Nimdraug i przykucnął przy niej, wznosząc miotłę, ułożoną poziomo na jego dłoniach, ku górze.
- Och, pani Księżyca, twój środek transportu przybył. - położył zamiatarkę na jej kolanach, uśmiechając się knąbrnie, po czym zwinnym susem się wycofał.
- Iluzja. - stwierdził. - Wszystko dookoła jest iluzją, być moze wy też, być moze i ja, być może i Ty, nieszczęsny Malkavianie, jedyny "żywy" wąpierze w tej sali. Zwabieni w pułapkę, wszyscy, bez wyjątku, pułapkę bez wyjścia. Każdy w innego powodu, nie wiadomo po co i dlaczego. Omamione umysły...
Dodano: 2007-10-25 12:14
-Nieszczęsne stworzenie...- co w nim takiego było, że na sam widok "podarku" ścisnęło ją coś w zwierzęcym sercu? Czyżby wyrzuty sumienia? Ciekawe, że zawsze przed pełnią robiła się bardziej sentymentalna niż na co dzień.
Przemiana zbliżała się wilczymi skokami...czuła to. Głód w niej narastał...ale chwilowo nawet nie miała ochoty się ruszyć, coś odebrało jej apetyt.
_________________
Co ma być to będzie, ważne by kroczyć z podniesioną głową...
Dodano: 2007-10-25 14:23
-No co jest?!- warknęła Mordraug- Co z wami?? Nie mówcie mi, że złapaliście zbiorowego dołka? Wyluzujcie tro...- nie dokończyła, bo coś ukłuło ją w sercu. Poczuła się dziwnie. W tym momencie spojrzała w kierunku swej bliźniaczki. Podeszła do niej, zajrzała głęboko w oczy i położyła dłoń na jej ramieniu.
-Zbliża się, prawda? Znam ten wyraz twarzy. Niedługo musimy ruszać- mówiła dość niezrozumiale dla otoczenia, ale Nimdraug doskonale wiedziała o co chodzi.
Teraz wilczyca odwróciła się w kierunku zamyślonego Rogacza. W ułamku sekundy znalazła się tuż przed nim.
-Inteligentny jesteś, Rogaczu. Pewnie z biegiem czasu domyślisz się o co w tym wszystkim chodzi. Póki co nie zaprzątaj sobie tym głowy, nic do Ciebie nie mam- mówiła bardzo spokojnym głosem, wręcz hipnotycznym. Nie wiadomo dlaczego, Szarpidrut poczuł wewnętrzny spokój, jakby to wszystko co się wydarzyło nie miało nigdy miejsca. Mordarug doskonale wiedziała o czym myśli i co czuje. Wszystkie Jego emocje przepływały przez nią jak wartki strumień. Często klęła na tę zdolność, której jeszcze nie opanowała do perfekcji. Jeszcze raz spojrzała na Rogacza, położyła przed nim gitarę, po czym zniknęła w blasku świec...
Dodano: 2007-10-25 15:43
Nimdraug przełknęła ślinę, i jeszcze raz...i jeszcze raz. Posmak krwi, oczy zrobiły się szkliste, drobna sylwetka zgięła sie w pół, w uszach zabrzmiało dalekie wycie... Wzywał ją, tęskniła za nim, za lasem... Za tym wszystkim, czego tu nie było, za nie ograniczoną wolnością.
Odrzuciła długie włosy na plecy i podkurczyła nogi, jest jeszcze trochę czasu, do nocy powinna wytrzymać, a później... cóż albo wyjdą, zerknęła na dziwnie spokojną bliźniaczkę, albo nie zdążą.
Z kąta coraz silniej napływał kuszący zapach podrapanego Gangrela...
Dodano: 2007-10-25 18:43
Jej zmysły szalały, niczym sztorm na morzu. Wydawała się być taka spokojna, jej twarz nie wyrażała nic, oczy miała przymknięte. Lecz co tak na prawdę działo się w jej środku wiedziała tylko ona. Do tego dochodziły jeszcze emocje jej bliźniaczki, które odczuwała ze zdwojoną siłą w każdym calu jej ciała. Tak się działo, gdy w grę wchodzili jej krewni.
Zakręciło jej się w głowie, w ustach poczuła metaliczny smak, wyostrzył jej się wzrok i zmysł węchu. Jej myśli zostały przekrzyczane myślami innych, które spadły na nią niczym lawina. Nie mogła znieść już tych krzyków, hałasu, emocji...
-Strach, ból, niepokój,gorycz, złość, głosy, głosy, wszędzie te głosy, nie mogę, już nie mogę, nie wytrzymam tego...- mówiła do siebie ledwie dosłyszalnym głosem.
-Dosyć!- nieświadomie krzyknęła- Nimdraug, na nas czas- zwróciła sie już łagodniejszym tonem do siostry.
Dodano: 2007-10-25 18:56
Kiwała się w przód i w tył, wyglądało to dość żałośnie, dopóki nie podniosła znad kolan twarzy...
Jej piękne rysy, nabrały ostrego wyglądu. Zatoczyła po komnacie oczami, były podkrążone i rozjarzone dzikim blaskiem, z gardła, wydawał sie niekontrolowany już warkot. Mordraug już wiedziała... dla niej za późno na wyjście.
Nimrdaug nagle skoczyła do przodu, rwąc z siebie skóry, dopadła wpierw Malkawiana i grzmotnęła nim w ścianę.
Pantera wydała z siebie ryk i schroniła się przy Rogatym Demonie, a bestia, w którą gwałtownie zmieniała się Nimdraug właśnie z całym impetem wgryzła się w muskularne ramię zaskoczonego Gangrela. W koncie się zakotłowało, na najbliższe ściany trysnęła krew, nie tylko wampirza...
Dodano: 2007-10-25 19:15
Mordraug nie mogła zostać, nie teraz, pomimo tego, że wiedziała co się dzieje z jej siostrą. <
oradzi sobie>- pomyślała.
Głosy ucichły, było to dla niej jak balsam dla duszy. Jednak pozostał jeden jedyny tak ważny dla niej. Wzywał ją coraz głośniej, coraz częściej. Musiała się spieszyć. Jeszcze tylko raz spojrzała za siebie i zwinnie wyskoczyła przez uchylone okno...
Dodano: 2007-10-25 19:30
- Interesujące, bardzo interesujące... - stwierdził, przyglądając się zaistniałej sytuacji i lekko wycofując. - Berserk... - pomyślał, niknąc w przyściennym gąszczu. Wtopił się w oną niewielką dzicz, i stał niedostrzegalny, niewyczuwalny dla innych, spowolnił tempo bicia swego serca, ochłodził krew, wyostrzył zmysły do granic możliwości. Zasłona mroku nie stanowiła już dla niego przeszkody, widział wszystko doskonale, wyczuwał wszystkich, gotów w każdej chwili zareagować. Na wszelki wypadek dobył fletu i dmuchawy.
- Co też wy knujecie... - zapytał się w myślach.
Dodano: 2007-10-25 19:45
W kącie wielce zajęta Nimdraug, nagle oderwała ociekające kły, od rozdartej szyi dogorywającego Gangrela... zastrzygła uszami, zmarszczyła pysk, warknęła i stanęła na dwóch muskularnych łapach... ktoś tu jeszcze był. Bestia, która przejęła nad nią kontrolę czuła to, i wyraźnie miała na niego chęć...
Malkawian zastygł pod ścianą, pantera skuliła się w gęstych zaroślach.
Wilkołak zarzucił jednak tylko łbem, chrapnął, zszedł do pozycji czworonoga i powoli zaczął się skradać w kierunku wydobywających się dźwięków...działały na nią kojąco, zdawały się koić ból z którym od początku początków przyszło jej żyć...
Głuche warczenie zmieniło się w ponure wycie, Nimdraug zatrzymała się w blasku księżyca i wydała z siebie już całkiem wilczy śpiew...
Dodano: 2007-10-26 07:33
Ostrożnie wspiął się ku usadowionym tuż pod stropem pędom i przysiadł w tamtejszych cieniach. Mógł teraz ogarnąć wzrokiem całą salę, nawet najmroczniejszy, zatęchły kąt. Usłyszał wycie wilczycy, po nim zaś, po chwili ciszy, z dali dobiegły podobne, a także coś jeszcze. Rozdzierający powietrze skowyt, który z całą pewnością nie należał do wilka, brzmiał o wiele mocniej i sprawił, iż Rogatemu aż ciary przeszły po plecach. Nasłuchiwał uważnie. Wichry przyniosły z sobą więcej odgłosów. Dźwięki toczącej się w oddali bitwy.
- Walczą... wilkojce, ludzie, wąpierce i... coś jeszcze. Skowyt z koszmarnej czeluści... ożesz, perkele... - już wiedział co to, lecz nim sw pełni to sobie uswiadomił, coś z impetem uderzyło we wrota sali, jakby próbowało je wyważyć. Rozległ się cichy pomruk, następnie szaleńcze skrobanie i drapanie dobiegające z pomieszczenia powyżej. W pewnej chwili jedno z okien pękło i wpadły przez nie trzy dziwaczne stworzenia, o ciele niby-ludzkim, nieco groteskowych, wilczo-gadzich łbach, z wielkimi rogami odchodzącymi do tyłu, oraz widlastych szponach u dłoni. Nie były duże, lecz bardzo ruchliwe. Z bladych oczu ziała nienawiść i chęć mordu, przez chwilę ganiały się w kółku, po czym wyszczerzyły kły i runęły w kierunku Nimdraug.
- Wyjce, ścierwulce, co one tu robią... grh, kto je przyzwał ?? - klnął Rogaty. Próbował dobyć łuku, lecz na nic jego starania - oręż leżał na dole, w gęstwinie.
- Szlag. - syknął i szybko chwycił za flet. Nim zdołał cokolwiek zagrać, stwory dobiegły już do zdziwionej wilczycy. Jeden ze nich, największy, staranował ją za pomocą rogów i odepchnął w ciemny róg, zwalając ją z nóg, drugi począł szykować się do zabójczego skoku, rozstawiając potężne szponiska i obnażając kły. Trzeci przystanął na chwilę, dojrzał niedaleko nieszczęsnego Malkaviana, jakby uśmiechnął się szyderczo i ruszył ku niemu wyjąc rozkosznie.
Już tylko chwila dzieliła go od zatopienia szponów w ciepłym ciele wilka, już czuł smak krwi i świeżego mięsa, gdy w powietrzu rozległa się miła uchu melodia, a jeden z potężnych konarów płożących się po ziemi wziął zamach i uderzył w całych sił w jego podbrzusze. Wyjec został wystrzelony jak z procy i wylądował na stole, robiąc tam dużo większy bajzel niż swego czasu Rogaty. Drugi zatrzymał się, począł węszyć, coś mruczeć. Rogaty wykorzystał ową chwilę, by odzyskać łuk. Zagrał, a pnącza same mu go przyniosły. Odłożył flet, chwycił broń i nie zastanawiając się długo wymierzył strzałę w przycupniętego w pobliżu wilczycy stwora.
- Żegnaj kochanie. - rzucił zgryźliwy komentarz, gdy brzeszczot wbił się w ciało Wyjca, przyszpilając je do podłoża. Bestia próbowała wydać z siebie skowyt, by zwołać pozostałe, lecz grot przebił jej gardło i padła martwa w kałuży krwi. Jej ciało zapadło się w siebie i zgniło w mgnieniu oka. Pozostały jeszcze dwa, Rogaty wiedział, że stwory trzeba załatwić w taki sposób, by nie zdołały skowytem ściągnąć do sali więcej swych pobratymców.
Dodano: 2007-10-26 09:52
-AuuuuuuuuuUUUUUUUUUUUUUUUUUU- już stała ponownie na dwóch nogach, młócąc powietrze potężnymi ramionami, w okamgnieniu rozdarła na pół szponiastą poczwarę, wydała ochrypły odzew tryumfu, i już już miała ruszać na pozostałego, gdy do jej wrażliwego słuchu dotarła niezwykła melodia. Stanęła zasłuchana, opuszczając przednie łapy w dół.
Znowu była w formie wilczej, muzyka ją ogarnęła i ukoiła... chciała ją już tylko chłonąć, nawet jeśli kosztem miałoby być jej życie. Zupełnie opadła z sił, jak długa przewracając się na zakrwawioną posadzkę. Wierzgnęła parę razy i -o zgrozo- kończyny zaczęły nabierać ludzkich kształtów, na powrót robiąc się cudownie gładkie.
Jęknęła, zażenowana własnym stanem... Gdzieś w rogu Malkawian klepnął jakieś zaklęcie i jaszczuro kształtny odskoczył jak poparzony, przewracając się o skuloną, w gasnącej poświacie księżyca Nimdraug. Nie ma siły, nawet nie podniesie szponów... Psychodeliczna melodyjka, nie ustępowała zwalczając jej jedyną szansę obrony -śmiercionośną bestię, udzielającą się przy każdej pełni. Odrzuciła mokre kosmyki włosów z twarzy i zajrzała grającemu Demonowi w oczy.
Na ten widok coś go ścisnęło w gardle, instrument sam powędrował w dół. Wilczyca ostatnią resztką sił, podniosła się, ukazując kobiece kształty w całej okazałości.
-Ten widok dużo kosztuje- wychrypiała w ucho jaszczurzemu paskudztwu, które obdarzyło ją obleśnym spojrzeniem, zanim zatopiła w jego szyi pazury. Ostatnia wizja z szalonej nocy: podłoga która nagle stała się dla niej pionem.
Dodano: 2007-10-26 17:45
- Xibalbha, Xibalbha... - mrożący krew w żyłach szept począł dochodzić z cienistych kątów pomieszczenia. - Zdrajco, zdrajco... - Rogaty tylko wzdrygnął i parsknął knąbrnie, widząc wężowate cienie przepełzające na granicy wzroku. Nagle spory fragment stropu tuż nad nim zawalił się, wpuszczając do środka kilka kolejnych wyjców, a łowca stracił równowagę i spadł z gałęzi uderzając głuch o dywan z mchu.
- Cholera... - burknął, czując ból we wszystkich członkach i z trudem się podnosząc. Wsparł się na ramionach, podniósł łeb, zarzucił grzywą odsłaniając sobie widok na okalające go stado rechotających złowrogo bestii.
- Xibalbha... zdrajco.. pamiętasz, nie tak to miało być... mieliśmy pakt... - ponownież dosłyszał zagadkowy szept.
- Tak, tak, ścierweczko. - odrzekł siadając i krzyżując nogi. Podrapał się po łbie.
- Knąbrny, jak zwykle... - głos zdawał się teraz wydobywać z paszczy Wyjców. - Bacz na słowa.. choć może to już bez znaczenia. Pełnia, oni nadal egzystują, jedni i drudzy, parszywe padalce...
- I kto to rzecze... - powstał nagle i spojrzał ku stadu stworów. Wyprostował palce prawej dłoni, począł nimi zataczać kręgi w powietrzu, wywołując lekki wicherek.
- Zdrajco, szachraju, widzę, że nie rozumiesz. To twój koniec, zawędrowałeś za daleko, złamałeś pakt między nami i już na wieki pozostaniesz w tym koszmar... - zapadła cisza, gdy Rogaty zamachnął ręką wywołując niewielkich rozmiarów tornado, które przetoczyło się przez pół sali, rozrzucając na wszystkie strony bestie i różne przedmioty.
- Zaufałeś diabłu, czego się spodziewałeś, że będziesz mnie niewolić do końca ?! - syczał.
- Będę, będziemy...
Rogaty tylko parsknął, siejąc na około spustoszenie. Wichry wzbierały na sile, jęczały złowieszczo, Wyjce jeden po drugim wylatywały przez rozbite okna, z impetem były wprasowywane w ściany. Fotel Pani, pirwany przez zbłądzony podmuch roztrzaskał się o strop, a resztki opadły na stół, dopełniając i tak już niezłego bajzlu. Gdy pozbył się wszytskich bestii, uspokoił się i spojrzał w kierunku wilczycy.
- Już ja znajdę sposób, by się uwolnić, i żaden fałszywy bóg nie stanie na mej drodze... - pomyślał.
Dodano: 2007-10-26 20:32
Nastała chwila spokoju, ale czuł, że jest to tylko cisza przed burzą. Rozejrzał się dookoła siebie, pełen podziwu dla narobionego bałaganu.
- Pięknie, po prostu pięknie. - stwierdził. - I tak potrzebne był przemeblowanie, stary wystrój jakoś mi nie odpowiadał. Teraz przynajmniej nie śmierdzi. - skierował wzrok ku rzędowi wybitych okien, za którymi rozciągał się widok na pogrążoną w chaosie okolicę i zza których do środka wpadało miłe, rześkie, choć lekko zachodzące wonią spalenizny powietrze. Wziął głęboki oddech, miły chłód połechtał jego ciało i rozszedł się po mięśniach, rozbudził przytłumiony umysł. Przegładził grzywę, rozruszał ogon, także ręce i przycupnął, łypiąc w najdalszy ciemny kąt.
- No wyłaź... na co czekasz ? - syknął. Nagle tamtejsze zarośla poruszyły się, coś przepłzło między nimi, w kierunku szpary w suficie i znikło w znajdującej się za nią ciemności.
- Ehh, tchórz... - rzekł z pogardą Rogaty. Powstał i odrócił się ku wilczycy, lecz w onej chwili zza pleców doszło go niepokojące skrobanie.
- Chyba nie myślisz, że sobie odpuściłem... - usłyszał szept wewnątrz swojego umysłu. -
- Ścierweczko... - uśmiechnął się podstępnie, z wolna poruszając palcami.
Dodano: 2007-10-26 20:32
Było zimno, czuła mrowienie od stóp, po nasadki białych włosów na głowie. Ociężałe powieki odmawiały posłuszeństwa. Standardowo nie pamiętała zupełnie gdzie jest, co robi i co robiła.
Otworzyła powoli jedno oko i zaraz je zamknęła, gdzie do cholery ciężkiej jej ubranie? Zasłoniła się jak mogła, równocześnie próbując wstać. Wyszło jej to jakoś niezdarnie, więc burknęła cicho i wtedy zauważyła że w tym śmietniku nie jest sama.
CO TO W OGÓLE ZA MIEJSCE?? Sięgając po leżący obok strzępek skóry, starała się przypomnieć cokolwiek, jakoś jej to nie szło... bezradnie rozejrzała się po kątach w nadziei znalezienia czegoś jeszcze, co ewentualnie mogłoby posłużyć za kawałek pożądanego przyodziewku...
_________________
"Przyjaźń to jedna dusza, zamknięta w dwóch ciałach" natomiast miłość to dwie dusze złączone w jednym ciele
_________________
"Przyjaźń to jedna dusza, zamknięta w dwóch ciałach" natomiast miłość to dwie dusze złączone w jednym ciele
Dodano: 2007-10-26 21:15
-Dobrze Draugenie, zrozumiałam- szepnęła Mordraug, po czym zwinnie skoczyła w zarośla.
Droga była długa, ale nie dla niej. W ciągu paru minut znalazła się przed trupiarnią. Miała mieszane uczucia. Tysiące myśli przepływało jej przez głowę. Wahała się.
-Nie mam wyboru- rzekła po chwili- jednak to będzie musiało jeszcze trochę poczekać...
Ruszyła w obranym kierunku, z początku powoli, potem coraz to szybciej, aż w końcu chód przerodził się w bieg. Skoczyła w kierunku pobliskiego okna. W locie przybrała wilczy kształt. Czuła, co się zbliża. Zgrabnie wskoczyła przez rozbitą szybę. Rozejrzała się dookoła. Przed ślepiami rysował jej się jeden wielki harmider. Postanowiła poczekać jeszcze jedną chwilę, gdyż nie chciała wzbudzać niepotrzebnego zamętu.
Nie minęła nawet minuta, a do pomieszczenia wskoczyły dziwne stworzenia. Nie wiadomo co to było. Swym wyglądem nie przypominały niczego. Były po prostu ohydne.
Wilczyca wiedziała o co chodzi i dlaczego tu są... Musiała interweniować. Widziała co się dzieje z jej siostrą. Skoczyła w kierunku wrogów. Rzuciła się na pierwszego lepszego. Zatopiła szpony w jego gardle, wyszarpując zawartość... Mutant padł trupem. Mordraug morderczym wzrokiem spojrzała na pozostałe dziwactwa.
-Nie macie szans, curebstwa!- krzyknęła, po czym skoczyła z morderczymi zamiarami...
Dodano: 2007-10-27 11:04
W pobliżu znowu się zakurzyło, warknęła z cicha, kiedy jakaś oderwana kończyna, pacnęła ją w pochyloną głowę.
Dosznurowała spokojnie drugi znaleziony but, poprawiła prowizorycznie powiązany strój i nareszcie wstała.
Rozejrzała się po zdemolowanym pomieszczeniu, w którym wrzało. Podbiegła do pierwszego lepszego i wymierzyła soczystego (dosłownie) plaskacza, rozsmarowując go na ścianie. Wyraźnie jej ulżyło... zauważyła i poznała siostrę.
Z drugim walczącym obok wilkiem szybko wracała do formy. Gorzej było z pamięcią , ruszyła teraz prosto na Leśnego Demona...
Dodano: 2007-10-27 13:26
-Co ona wyrabia do cholery!- kątem oka spostrzegła siostrę.- Znowu to samo...
Pokręciła łebkiem i skierowała wzrok na biegnące ku niej paskudztwo. Kiedy było o kilka kroków przed nią, chwyciła je za głowę, zatapiając w niej ostre szpony, po czym stalowym uściskiem ją zmiażdżyła.
-Baj baj maszkaro!- odrzuciła na sporą odległość pozostałości mutanta i skoczyła w kierunku siostry.
-Przestań!- spojrzała na nią ostrym wzrokiem i w tym momencie Nimdraug zemdlała. Zabrała ją w bezpieczne miejsce. Odwróciła się od niej gotowa do ataku. Krew się w niej gotowała, była rządna mordu, mimo iż zaczęła przybierać ludzką postać...
Dodano: 2007-10-27 15:13
- Zabić, zabić... - doszedł ją cichy szept, po chwili zdała sobie sprawę, że wydobywa się on z głębi jej umysłu. - Czemuż stoisz po stronie tego diabła ? Jego chwile są policzone, jak by nie patrzeć. Wspomóż nas, a darujemy Ci życie. - poczuła czyjąś obecność za swoimi plecami, odruchowo skierowała się w stronę Nimdraug i z przerażeniem spostrzegła, jak coś, wężowaty, uskrzydlony cień, rozoruje ciało nieprzytomnej siostry i zwinnym susem wpełza do środka. Rzuciła się w jej kierunku, lecz gdy znalazła się tuż przy Nimdraug, spostrzegła, że ta jest cała i zdrowa. Usłyszała okrutny śmiech, dobiegający z okolicznych zarośli.
Rogaty tymczasem skupił się na jedynej ocalonej świecy, wciąż zaklinając wicher.
- To może być dobre... - stwierdził.
- Odpuść sobie, już po wszystkim, wszyscyście martwi, a Ty szczególnie, Xibalbha. - szept próbował go zdekoncentrować, lecz łowca zdołał już wpaść w osobliwy trans, wypowiadając słowa dziwnej inkantacji.
- Boże Ognia, co swym żarem trawisz bezdenne czeluści. Mój wrogu, niszczycielu lasów, w którym znalazłem przyjaciela, płonący aniele wiecznego potępienia, opiekunie ogniska, co ciepło nam daje. Przybądź, ześlij mi swoje błogosławieństwo, niech płomienie pochłoną mych wrogów, niech płomienie spalą wszystko, niech nie pozostanie kamień na kamieniu ! - początkowy szpet w wolna przeszedł w piekielny ryk i Rogaty wypuścił wicher ku świecy, wzniecając potężny, wężowaty płomień, który począł pełznąć przed siebie, trawiąc zarośla i pozostawiając po sobie jeno niekształtne zgliszcza.
Dodano: 2007-10-27 15:27
To nie było przyjemne uczucie. Ciałem Nimdraug, wstrząsały dreszcze, wewnątrz toczyła się walka dwóch bestii. Tylko która zwycięży?
Obracała gałkami ocznymi jak w malignie. Przed nią przesuwały się najróżniejsze obrazy.
-Zabij...zabij...zabij-syczało jej coś w uchu
GIŃ! ryknęła, rzucając się na własne odbicie w potłuczonej szybie. Szkło rozbiło się w tysiące kawałków
a upadając zabarwiło podłogę czerwienią wilczej krwi. Zdesperowana Kenarka zawyła, przewracając się na podłogę, dostrzegła więcej nadciągających kształtów. Mimowolnie wyciągnęła ku nim pokaleczoną dłoń, jeden z cieni przykucnął obok, nachylił się i długim jęzorem liznął jej ranę. Przerażenie udzieliło se jej chyba po raz pierwszy w życiu, nie była w stanie nic zrobić, cienie ją otoczyły...
Dodano: 2007-10-27 15:43
Rozprzestrzeniał się, z każdą sekundą ogarniał coraz to większe połacie pomieszczenia, kawałek po kawałku, jęcząc i stękając zaciekle, niczym jakiś wynaturzony demon z piekielnych otchłani. Napełnił powietrze czarnym dymem, szczypiącym w oczy, wdzierającym się w nozdrza i drażniącym je ostrą wonią. Przeganiał cienie z najbardziej zatęchłych zakamarków sali, całował czule i sprawiał, że rozpływały się w jego płomiennych objęciach. Rogaty zawczasu wycoafał się pod okno, gdzie dało się bez problemu oddychać. Na zewnątrz padał siarczysty deszcz, chłodne powietrze przesycone było rozkoszną wilgocią. W tej krótkiej chwili poczuł woń wolności, spojrzał ku mrocznemu niebu i zapragnął powrócić tam, skąd ongi przybył... a bynajmniej został zmuszony przybyć. Wiedział, że nim to się stanie, wiele tchnień jeszcze upłynie. Usłyszał krzyk, dochodzący zza chmury dumy, prawdopodobnie należący do którejś z wilkołaczyc. także jakieś jęki, męskie, bezsprzecznie wydawane przez Malkaviana. Kątem oka dostrzegł w dali wężowaty cień i warknął wściekle.
- Zabijemy, zabijecie... - usłyszał szept. - A ona jest nasza, w naszym królestwie, jej dusza, we śnie, koszmar zrodzony, powędruje daleko... daleko, tak ja Ty przybyłeś tu... przybyłeś tu... - szept ponownie napełnił jego umysł plątaniną słów, pozornie nie mających sensu. Wiedział już co się stało, zaklnął zajadle i rzucił się w płomienie, w kierunku, z którego dochodziły krzyki.
Dodano: 2007-10-27 15:58 Zmieniono: 2007-10-27 15:59
Ciemność, istne jądro mroku, coś ja wlecze, a ona nie ma siły stawić oporu...
Słychać jakiś potępieńczy jęk.
Szarpnęła i wtedy usłyszała przeraźliwy syk:
-NISSSSSSSSSSSSS Ciiii to nie daaaaaaaaaaaaaah
Znowu jej ręce zostały chwycone, ale teraz jakby przekłute
-Zasrani fetyszyści ludzkich snów! Nie dam się wam opanować!!!! -zaklęła w przestrzeń, odpowiedział jej tylko zimny chichot...
Ujrzała nagle siebie w pełnej przemianie, stojącej na przeciwko mnóstwa cieni... Musi walczyć, jakie to żałosne, bo o SIEBIE
Dodano: 2007-10-27 15:58
-Ty skurwielu!- ryknęła- znowu się spotykamy. Tym razem cię zniszczę! Już nie jestem taka słaba jak wtedy!- przed oczyma Mordraug zaczęły przelatywać obrazy z przeszłości: krew, mnóstwo krwi, ciała bliskich, ogień, krzyki i On... Dlaczego właśnie On? Miał wtedy taki dziwny wyraz twarzy i te oczy, w których była pustka... Zabiła go, nie miała wyjścia...
-Nie daruje ci tego!!!- krzyk wydobywający się z gardła wilczycy nie przypominał jej głosu. Był na tyle przerażający, że przyprawiał o porządne dreszcze.
Już się przymierzała do skoku, wymawiała jakieś dziwne zaklęcia, jej ciało zaczęło zamieniać się w cień, gdy nagle ktoś mocno chwycił ją za ramię.
Draugen?!- nie kryła zaskoczenia- ale co Ty...
-Ja się tym zajmę, Ty nie myślisz teraz trzeźwo. Zdążysz się jeszcze wykazać- szepnął jej do ucha, po czym rozpłynął się powietrzu.
Doskonale wiedziała co zamierza, modliła sie tylko, żeby Nimdraug to wytrzymała...
Dodano: 2007-10-27 16:08
Obchodziła ich na około, zataczając półokręgi jak schwytany w zasadzkę wilk, przemieszczali się, nie była w stanie kontrolować wszystkich na raz...
Starała się za wszelką cenę nie wpaść w panikę, bestia jakby w niej umarła, opuściła ją zostawiając po sobie tylko imponującą formę...
Obserwowała samą siebie, gdy wielki cień nagle wyskoczył do przodu na wskroś przeszywając sobą potężne ciało jej bestii. Wilkołak zachwiał się , jakby przygiął i trochę przybladł. Jeszcze jeden, może dwa takie ciosy i jej jedyna osłona zniknie zupełnie, a wtedy...
Nimdraug aż zaschło w spieczonych wargach... pomocy..pomocy...